chaos

25/01/2010

Tu właśnie wszystko zacząć się powinno. W tej ciemni pełnej myśli nieuczesanych, rodzących się gdzieś pośród szalonych reakcji i przebłysków. Błądzących w celu wygładzenia i wynormalnienia, aby w formie nudnej i wygładzonej wydostać się na zewnątrz. Ale opór przed otwarciem ciemni, przed terminalnym ekshibicjonizmem był tak wysoki, że całość dojrzewała miesiącami, czy nawet latami, zanim mogła uzyskać ową dojrzałość pozwalającą jej na ujrzenie światła dziennego. A właściwie ciemni dziennej, ledwo okraszonej czerwoną lampą, wszak ciemnia światła nie lubi i nie dość że traci magię swoją zupełnie, to jeszcze wszystko co w niej zawarte w jednej chwili kompletnie zniszczyć się może.

Ale stało się, otworzyła się, wpuszczając w bibliotecznej ciszy do środka, bez możliwości dania ci interakcji, napisania czegokolwiek, porozmawiania o tym, nic, cisza, spokój, niebyt.

W mojej chorej chęci nieskończonego podziału rzeczywistości na coraz mniejsze encje i wkładania w coraz mniejsze szufladki miałem ochotę założyć dwa blogi – jeden traktujący o choćby najbardziej skręconych wymysłach mózgu, drugi ukazujący zupełnie bezwstydnie moje hemingłejowskie zamiłowanie do obserwacji rzeczy zwykłych i niezwykłych, do emocji z tym związanych i oddawania się im bezgranicznie. Ale nagle dopadła mnie niemoc straszliwa narysowanie w jednym, określonym miejscu, cienkiej czerwonej kreski, oddzielającej świat ratio i emotio, pojawiły się miliony bytów będące jedną nogą tu, drugą tam więc w końcu poległem i zdecydowałem się na jeden, wewnętrzny twór w którym wrzucać w sposób zupełnie nieuporządkowany wszystko będę. Jak leci. Bez obróbki.

I niech nie zmyli was mnogość bytów, bo nigdy się nie dowiecie czy jest ona realna, czy to koleje schizofreniczne alter ego poprosiło o swoją kolejkę i zdecydowało się zakomunikować o swoim istnieniu, a może to po prostu kolejna paskudna gra, maska, wymyślony byt i zabawa. Bo co to za różnica?

Nie porządkuj, nie trywializuj, nie komentuj, nie rozmawiaj, nie rozmyślaj, nie zastanawiaj się, nie wyjmuj na światło, bo zwiędnie, zdechnie, wyblaknie i strywializuje się jak sen choćby najwspanialszy, który po zderzeniu z brutalną rzeczywistością staje się prosty, głupi, śmieszny i zwijający się ze wstydu w kłębek pod poduszkę. Bo do końca nie wiesz co jest rzeczywistością, a co bytem literackim. Bo i po co masz wiedzieć?

Comments are closed.