o duchu lasu

25/01/2012

Wystarczy chwila. Sekunda. Zapach dymu z ogniska gdy sąsiad pali liście jesienią. Skrzypnięcie śniegu pod nogami i mroźne szczypnięcie w nos przypominające Murzasichle. Pierwsze wiosenne podmuchy albo zapach rozgrzanej słońcem kory w ogródku. Wlatuje wtedy nagle zupełnie nie wiem skąd, sieje totalne spustoszenie w głowie i ucieka uchem zostawiąc zupełnie ogłupionego i ogłuszonego. Budzi się we mnie zew pierwotny wtedy, chce krzyczeć, chce uciec gdzieś w dzicz, gdziekolwiek zdala od asfaltu, od betonu, od świateł i zaduchu. Wyciąga ze mnie całe lata wspomnień, przerzuca przed oczami miliardy slajdów i zdarzeń. 

Coś zgubiłem. Definitywnie. Utrzymującą mnie od zawsze przy życiu i zdrowych zmysłach równowagę. Urbi et silvi. Miasto i walden. Technologię i woodcraft. Wygodę i geekowość zrównoważoną obserwowaniem mrowiska i graniem na gitarze na zboczu połoniny. Gdzieś tam po cichu wycofałem się z paktu z samym sobą i zaczałem udawać że go nigdy nie było. Ale to nie działa. 

Nie zrozumiesz tego. Takie są szanse. Statystycznie jesteś jedną z tych osób które zupełnie nie wiedza o czym bredzę, tą która spędzała nastoletni i późniejszy czas gdzieś na imprezach, w klubach, w zaduchu papierosów i oparach wódki. Nie byłem święty, nigdy. Ale mój świat był zupełnie gdzie indziej. Ba, czasami tydzień w mieście wydawał się zbędnym dodatkiem do weekendu, weekendu podczas którego liczył się tylko mój tshirt, treki i spodnie M65. Jakby tanio to dla ciebie nie brzmiało, jakby nie śmierdziało oldskulowym trampingiem, termosem, kanapkami i  smętnymi piosenkami z lat 70tych – to był dla mnie idealny świat ucieczki. A może po prostu równowagi…

Brakuje mi tego cholernie, coraz bardziej. Dziś, w świecie tak bliskim, a jednoczesnie tak dalekim. Ile minęło? Kilka lat? Otaczająca mnie cybernetyka, przyjaciele na życzenie, poklask na kliknięcie myszki. Wyścig na fajne linki i teksty, brak czasu na zwykłe zamyślenie i zawieszenie się na chwilę. Teraźniejszość wypełniona stałą interakcją, bez przerw, bez nudy. Niebieski portal który uwielbiam nienawidząc. Złodziej mojego czasu. Wirtualny, wszędobylski spowiednik. Urywki rzeczywistości skrawki życia wrzucone do jednego worka. Pożywka dla mojego ADHD. Next, next, next. Lubię, nie lubię, coś powiem, polubię coś co ktoś powie. Zaistnieję na chwilę, zabłysnę, zgasnę, pójdę gdzie indziej. 

Czasem gdy w kolejnym pędzie szukam części garderoby zajrzę do tej zapomnianej szuflady, dotknę chusty, starych koszulek, bojówek, polaru.

Chciałbym wyjść jeszcze tak, wyjechać. Bez udawania. Znaleźć korę brzozową i świerk. Poświęcić całe pół godziny na staranne układanie, rozpalić i pogapić się w ogień. Pogapić się bezmyślnie w wodę. Tak daleko, daleko jest walden.

Chciałbym zatęsknić za miastem tak jak tęskniłem za nim po 4 tygodniach mieszkania w środku lasu. Chciałbym zatęsknić za wanną. Za miastem, za wygodą, za chilloutem. Mieć poorane palce od strun i nogi potrzebujące wymoczenia w wannie. 

Jakby to wszystko trywialnie nie brzmiało. Do lasu mnie. I do gór. Bardzo. Ktoś ze mną?


Comments are closed.