o miłości
8/02/2011Nie zrozum mnie źle. Jest mi dobrze. Bardzo dobrze. Właśnie pod tym kątem. To nie jest tak, że chciałbym wrócić do Tamtych czasów na siłę, koniecznie i w ogóle. Nie. Jest mi dobrze. Nie martwię się o przyszłość nie martwię się o to Czy Ona Mnie Lubi ani o to Czy Jej Się Podobam, bo mam w tym względzie stabilizację. Nie myślę o tym Co Będzie Dalej ani o tym Co Będzie Jak Się Rozstaniemy. Bo to teraz trudne, na tyle trudne, że każda kłótnia która kończy się nawet myślę “to koniec” zamienia się w “ogarnij się chopie i idź spać, jutro będzie lepiej”. Jest dobrze, jest na tyle stabilnie, że o tym generalnie już się nie myśli.
Ale gdzieś tam, z tyłu głowy odzywa się głos który mówi “brakuje mi czegoś”. Bo brakuje. Bo tak już w życiu jest że czegoś zawsze brakuje i wcale nie znaczy to, ze jest teraz źle, czy że mogłoby być lepiej. Ale brakuje. Czegoś brakuje. Bo zawsze brakuje.
Brakuje tego czegoś ulotnego, tego czegoś co choć nie było stałe, co choć miało stabilność rozkładającehgo się uranu, było jednak na tyle głębokie, że porażało wszystko, że wbijało się gdzieś w mózg i powodowało kompletny patraliż i niemożność myślenia.
Codzienność to zabija. Jest dobrze, jest bardzo dobrze, jest codziennie. Jest tak jak miało być – są pieniądze, jest stabilizacja, nie ma walki o jutro. Ale gdzieś tam, gdzies w środku budzi się demon mówiący że mogłoby być głębiej. Że bywało bardziej i mocniej. I jakoś tak gwałtowniej. Że świat wirował, że wszystko wirowało, że było niesamowicie.
Brakuje trochę tego. Brakuje nawet bardzo czasami. Mam wrażenie, że życie po prostu wypłaszcza się jak drgająca harmoniczna, że wypłaszcza się po to by osiągnąć prostą, zupełnie płąską, przewidywalną, o która tak bardzo prez te wszystkie burzliwe czasy licealne i studenckie tak bardzo walczyliśmy. Prostą przewidywalną do bólu, ale jasną i przejrzystą. Że już nic nie będzie, nie będzie Brzeźna, ani randki wzduż wału, nie będzie budynku na Toruńskiej, nie będzie miejsca gdzie przebiega trasa koło Obi, nie będzie nocnych kebabów, nie będze przystanku na Handlowej nie będzie lasku na Tarchominie, ani w końcu randki w McDonaldzie. Nie będzie niczego z tych hermetycznych spraw które kiedyś powodowały że emocje sięgały zenitu. Będzie spokojnie i ustabilizowanie, ale jednak nudnie nieco. Takie życie. Co zrobić. Takie jak chciałem, ale…?
Comments are closed.