sweet minimal

7/09/2010

Wracam czasami. Mniej lub bardziej świadomie – pełniej lub tylko przelotem. Gdzieś tam odzywa się nagle i przelatuje z całą mocą to uczucie gdzieś tam słodkie i mininalistyczne zupełnie. Pamiętające kebaba w środku nocy i kozy walące głową w krawężnik. Coś prostego nieznanego zarazem. Dziwnego i szalonego. Harambee i bity zupełnie mi nieznane.

Minimalistycznie bo tak mało na głowie, tak proste wszystko, pobudka, praca, free time. Wszystko skondensowane do małej kapsułki. Zero stresu, wyrwanie z poprzedniego życia ale brak pewności co do tego co ma być i co będzie.
Filmy na starym telewizorze i bagienna sypialnia. Rozkosz. Siedzę i słucham chilloutu, ciemno, zupełnie jak wtedy gapię się w monitor i odcinam od świata.
Rozumiem teraz dzielenie rzeczywistości na blogi, na różne światy, na ten bardziej freak i ten bardziej love, na ten foto i inny. Jestem tu, teraz, lata później dopiero tam gdzie mogłem być wtedy, gdzie niezdążałem. Chciałbym na chwilę wejść w ten matrix, umoczyć palca w tamtej rzeczywistości, poczuć smak. Dobrze że zachowałem to gdzieś głęboko. Hermetycznie. Niezrozumiale. Nie dla ciebie. Zupełnie.

Comments are closed.